Homilia Arcybiskupa Katowickiego wygłoszona podczas Eucharystii w ramach X Dnia Węgierskiego

1. Przeżywamy dzień przyjaźni polsko-węgierskiej. Historia pisze go nie od dzisiaj, a wieki dziejów relacji „dwóch bratanków” są dowodem na to, że przyjaźń jest możliwa: między ludźmi, między narodami… Z narodem węgierskim wiele nas łączy. Historia – ta bardzo odległa i najnowsza. Łączą nas święci i władcy. Łączy nas przynależność do europejskiej kultury i tradycji oraz lata zmagania z systemem komunistycznym. Z górnośląską ziemią ten związek jest szczególnie silny. To przecież tutaj w pobliskich Murckach Armia Czerwona 28 stycznia 1945 roku rozstrzelała 29 jeńców węgierskich. Honwedzi węgierscy (obrońcy ojczyzny) przebywali w Murckach od połowy 1944 roku, pełniąc funkcje pomocnicze przy niemieckich wojskach okupacyjnych. Podczas ofensywy Armii Czerwonej w styczniu 1945 roku Węgrzy poddali się do niewoli bez walki, a mimo to zostali zamordowani. Wojenna mogiła przez kilkadziesiąt lat pozostawiała bezimienna, a grobem opiekowali się mieszkańcy Murcek. To między innymi stąd, z Katowic, w roku 1956 wyruszały na Węgry transporty z pomocą dla narodu węgierskiego, który zmagał się z sowiecką okupacją i walczył o wolność i niepodległość. Dzień Węgierski w Katowicach, którego dziesiątą edycję przeżywamy właśnie dzisiaj, zapoczątkowała uroczystość pośmiertnego nadania Henrykowi Sławikowi i Józefowi Antallowi najwyższych polskich odznaczeń państwowych: Orderu Orła Białego – Polakowi oraz Krzyża Wielkiego Odrodzenia Polski – Węgrowi. Miało to miejsce 25 lutego 2010 roku, z udziałem ówczesnych Prezydentów Rzeczpospolitej Polskiej i Węgier. Warto przy tej okazji przypomnieć dwie niezwykłe postaci Henryka Sławika i Józefa Antalla, które wydobyte z niepamięci, potwierdzają historyczną prawdę o braterstwie obu narodów, podobieństwie i analogii ich losów, a dziś wpływają na współczesność oraz kształtują przyszłość. Ze zrozumiałych względów – i tu proszę o wyrozumiałość naszych węgierskich gości –szczególną uwagę poświęćmy rodakowi, Henrykowi Sławikowi, pochodzącemu ze wsi Szeroka – dziś to dzielnica miasta Jastrzębie Zdrój. Trudno opisywać szczegółowo etapy drogi Henryka Sławika, która doprowadziła go tego, że stał się „bohaterem trzech narodów” – polskiego, żydowskiego i węgierskiego. Mocną lekcję patriotyzmu otrzymał podczas trzech powstań o przyłączenie Górnego Śląska do Polski, w których brał udział. W tym roku obchodzimy 100. rocznicę wybuchu pierwszego z nich. W działalności publiczno-politycznej najważniejsza dlań była ojcowizna, ojczyzna i sprawiedliwość społeczna. W jakimś sensie Henryk Sławik ucieleśniał pozytywne cechy przypisywane Ślązakom, jak: odpowiedzialność, pracowitość oraz coś, co było znamienne dla niemal całego pokolenia urodzonego w niewoli. W życiu Sławika odzyskana niepodległość była jego osobistym zobowiązaniem – zobowiązaniem aż do ofiary własnego życia. Została mu dana ku temu okazja. Po 17 września 1939 roku jako jeden z ponad 100 tysięcy polskich uchodźców przekroczył węgierską granicę. Pewnie dotarłby do tworzonej we Francji przez gen. Władysława Sikorskiego Armii Polskiej, gdyby w obozie pod Miskolcem, gdzie został czasowo zakwaterowany, nie spotkał Józefa Antalla, pracownika resortu spraw wewnętrznych Węgier. Publiczną wypowiedź Sławika w imieniu uchodźców Antall uznał za niemal gotowy program działania. Niejako w rewanżu zaproponował Polakowi, by udał się z nim do Budapesztu i podjął próbę stworzenia organizacji reprezentującej interesy uchodźców wobec władz węgierskich. W ten oto sposób Sławik już w listopadzie 1939 roku przy pomocy Antalla zaczął organizować Komitet Obywatelski do Spraw Opieki nad Polskimi Uchodźcami na Węgrzech. Henryk Sławik szczególną uwagę zwracał na zapewnienie bezpieczeństwa polskim uchodźcom żydowskiego pochodzenia. Wśród przybyłych na Węgry około 120 tysięcy obywateli polskich było kilkanaście tysięcy Żydów. Już na początku 1940 roku prezes Komitetu zorganizował tajny sposób wyrabiania im nowych dowodów tożsamości, paszportów o „typowo polskich” imionach i nazwiskach. W tej sprawie ogromnie ważną rolę odegrali polscy i węgierscy duchowni, którzy bez problemów wystawiali potrzebującym katolickie metryki chrztu. Te fakty zmieniły odniesienie Henryka Sławika do Kościoła i duchowieństwa. Przed wojną dał się poznać jako zdecydowany antyklerykał. Dopiero na Węgrzech poznał bliżej polskich księży i tam się przekonał, jak dobrymi są patriotami, jak służą Bogu, ojczyźnie i potrzebującym, nie zważając przy tym na przynależność religijną.

2. Każdy człowiek patrzy na życie i śmierć poprzez pryzmat swoich przekonań, światopoglądu, wiary. Tak pewnie i było w życiu Henryka Sławika: jako socjalista walczył, i to czasem bardzo praktycznie, konkretnie, o sprawiedliwość społeczną. Krytykował instytucje II Rzeczpospolitej. Kościoła ani kleru nie oszczędzał. Nie był jednak zaślepionym ideologiem, niezdolnym do rewizji swoich poglądów. Co ostatecznie nastąpiło. Zgromadzeni w tym miejscu, w pierwszym kościele Archidiecezji Katowickiej, jako ludzie ochrzczeni, mniej lub bardziej włączeni w życie Kościoła, doświadczamy przekonywującej prawdziwości słów Jana Pawła II, że człowieka nie można do końca zrozumieć bez Chrystusa, który jak usłyszeliśmy w drugim czytaniu, „wydał siebie samego na okup za wszystkich” (1 Tm 2,5). Ewangelia zachęca nas dzisiaj do pozostania wiernymi w małych sprawach, abyśmy roztropnie troszczyli się o to, co ważne i najważniejsze. Wolą Boga względem każdego człowieka jest, aby „zdał sprawę ze swego zarządu”. Można się dziś zastanawiać, w jaki sposób nasz bohater, Henryk Sławik, człowiek z socjalistycznym życiorysem, antyklerykał, aczkolwiek nie ateista i osobisty wróg Boga, „rozliczał się ze swego zarządu” przed Chrystusem…? Czy na tak sformułowane pytanie można odpowiedzieć zadowalająco, pozostając niejako na pozycji zewnętrznego obserwatora? Sprawa dotyczy najbardziej intymnej relacji Bóg – człowiek i ostatecznie tylko Bóg wie, co kryje się w sercu człowieka, zaś zewnętrzne manifestacje i deklaracje mogą ukrywać rzeczywistość lub ją fałszować, wszak człowiek bywa mistrzem kamuflażu… Pytam więc, czy można i na ile można człowieka poznać i ocenić? Czy raczej nie trzeba zdać się na prawdę słów Chrystusa, który powiedział, że „po owocu poznaje się każde drzewo” ( Łk 6,44), a zarazem zalecał powściągliwość w sądzeniu: „Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone” (Łk 6,37)?

3. Po owocu poznaje się każde drzewo – po owocach poznajemy dziś Henryka Sławika, sprawiedliwego wśród narodów. Na medalu „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata” umieszczono pochodzący z Talmudu napis: „Kto ratuje jedno życie, ratuje cały świat”. Henryk Sławik razem Jozefem Antallem uratowali tysiące ludzkich istnień. Uratowali świat tych osób i te osoby dla świata. Sam Sławik nie miał takiego szczęścia. Nie uratował siebie, ani nie został przez innych uratowany. W lipcu 1944 roku trafił w ręce gestapo, podobnie jak Józef Antall. I jeszcze raz swą postawą dowiódł, jakiej miary był człowiekiem. Niemcom nie powiodła się próba wymuszenia na Sławiku obciążających Antalla zeznań. Podczas urządzonej przez gestapowców konfrontacji prezesa KO z Antallem, całą „winę” wziął na siebie i miał okazję – jak piszą świadkowie – wypowiedzieć wtedy słowa: „Tak płaci Polska”, które przeszły do historii. To dzięki Sławikowi Antall przeżył, zaś Henryk Sławik w sierpniu 1944 roku został zamordowany w niemieckim obozie zagłady w Mauthausen. Dopiero w 1977 roku o Henryka Sławika jako pierwszy upomniał się izraelski adwokat Izaak Bretler, jeden z wychowawców sierocińca w Vácu. To on zgłosił jego założycieli i nauczycieli do  honorowego tytułu „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”. Sprawiedliwy wśród narodów świata stał się najpierw sprawiedliwym przed Bogiem. Jego sprawiedliwość została poddana ekstremalnej próbie. Rzeczywiście został wypróbowany w ogniu wojny i okazał się sprawiedliwym, człowiekiem głębokiego humanizmu i twardych zasad, wiernym chrześcijańskim wartościom. Bracia i Siostry! Niech lotne echo życia Henryka Sławika mobilizuje nas do uczciwego działania… Do budowania mostów przyjaźni, trwalszych niż wojna i nienawiść. Niech nas mobilizuje do bycia odpowiedzialnymi rządcami – jak tego chce Bóg – gotowymi do wspólnego działania i modlitwy o pokój. Amen.