Metropolita tradycyjnie powitał zgromadzonych na piekarskim wzgórzu pątników, podziękował im za kontynuowanie tradycji pielgrzymek stanowych. – Nasze pielgrzymki to jeden z wielkich skarbów Śląska i śląskiego Kościoła. I nasza wielka duma! Przychodźcie tu i przyprowadzajcie następnych, następne pokolenia, a one niech przyprowadzają kolejne – prosił.

Żona Chrystusa

– Tematem, który gromadzi nas dzisiaj wokół piekarskiego szczytu jest Kościół. „Jestem w Kościele”, takie mamy na ten maj hasło, które wiąże się z tegorocznym programem duszpasterskim Kościoła w Polsce: „Uczestniczę w życiu Kościoła”. Żeby jednak „uczestniczyć”, trzeba najpierw być – zaznaczył metropolita. – Jestem w Kościele, czyli gdzie jestem, w czym, czy raczej w kim? Bo Kościół, a myślę przede wszystkim o Kościele pisanym z wielkiej litery, to bardziej ktoś niż coś, bardziej żywy organizm niż martwa instytucja – dodał. I zaprosił, by wspólnie rozważyć trzy metafory przez wieki stosowane do opisania Kościoła.

Pierwszą z nich jest obraz wspólnoty Kościoła jako żony Chrystusa. – To obraz bardzo mistyczny, który lepiej zrozumieją ci z was, którzy są żonaci. W dniu waszego ślubu mówiliście pełni przejęcia: biorę ciebie za żonę i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci.  Otóż także Kościół, Ecclesia, został poślubiony Chrystusowi. Te zaślubiny dokonały się w godzinie Jego śmierci. Tak, Chrystus wziął wtedy Kościół za swoją żonę i ślubował swojej Oblubienicy miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że jej nie opuści na wieki – wyjaśnił abp Adrian Galbas.

Metropolita podkreślił, że konsekwencją obrazu Kościoła jako małżonki Chrystusa jest zmiana akcentów w narracji. – Kościół to nie tylko to, co widać, że w Kościele nie są najważniejsze struktury, instytucje, finanse, sprawy, że nie jest nawet najważniejsza działalność. Że Kościół to przede wszystkim głęboka, niewidzialna więź z Chrystusem, której Chrystus nigdy nie zerwie. Nawet, gdy sam Kościół okaże się żoną nie zawsze wierną, Chrystus pozostanie wierny na wieki. I kiedy często z ambony słyszymy określenia: bracia, bracia i siostry, to nie jest tylko takie „kościółkowe gadanie”, nie jest to slogan, ale wyraz tej właśnie prawdy i tej więzi – mówił.

Szpital polowy

W swojej katechezie rozpoczynającej spotkanie w Piekarach, abp Adrian Galbas podkreślił mocno, że jest wspólnotą, a „nie grupką, partyjką, zbieraniną, to nie jest klub, kółko, to jest coś dużo, dużo więcej”. – To komunia, najgłębsza z możliwych wspólnota z Chrystusem i wspólnota pomiędzy nami ze względu na Chrystusa – mówił i dodał za św. Janem Pawłem II, że „pogłębianie tej wspólnoty to najważniejsze zadanie jakie Kościół ma do zrobienia w XXI wieku”. – Duchowość komunii, pisze papież [Jan Paweł II – przyp.red.], to zdolność dostrzegania w drugim człowieku przede wszystkim tego, co jest w nim pozytywne, a co należy przyjąć i cenić jako dar Boży: dar nie tylko dla brata, który bezpośrednio go otrzymał, ale także „dar dla mnie” – przypomniał metropolita. Bez tego założenia wszystko inne jest tylko pozorem, przypomniał za papieżem Polakiem, metropolita katowicki.

Kolejnym obrazem Kościoła, przywołanym przez abp Adriana Galbasa, jest metafora ciała z Chrystusem jako głową. – Tak, jak w naszym organizmie każdy element jest ważny, tak jest i w ciele Kościoła. Jeśli niedomaga jakakolwiek część naszego ciała, najmniejszy palec u nogi, odczuwa to całe ciało. Całe ciało jest jakoś niepełnosprawne. Nie może ze swobodą zrobić wszystkiego. Tak jest i w Kościele. Każdy jest ważny. Jeden nie zrobi wszystkiego. Nie ma w Kościele kogoś, kto dostałby wszystkie dary i charyzmaty, kto by wszystko umiał i na wszystkim się znał i nie ma nikogo, kto by nic nie umiał, niczego nie dostał i niczym nie mógł się podzielić. Kościół jest zdrowy wtedy, gdy każdy jest zaangażowany w jego życie, istnienie i rozwój. Każdy z nas. Jakość Kościoła, jego witalność, nie zależy tylko od papieża Franciszka, od kolegium kardynałów, od abp. Polaka, czy Galbasa. Tak, od nich także. Ale zależy od każdego – zwrócił uwagę.

Ostatnim obrazem, jaki za papieżem Franciszkiem, metropolita odniósł do wspólnoty Kościoła jest szpital polowy. – Szpital zbudowany w miejscu walki, gdzie leczy się najważniejsze sprawy, na granicy życia i śmierci, do którego dostęp mają najpierw ci, którzy są najbardziej poszkodowani. Taki ma być Kościół. Im jesteś w większej biedzie, w większej potrzebie, w większym nieszczęściu, tym masz większe prawo do większej troski – podkreślił abp Adrian Galbas. – To bardzo wymagające zadanie. Patrzeć na człowieka przez pryzmat jego ran, a nie jego win. Przez pryzmat jego godności, a nie jego grzechu. Przez pryzmat jego powołania, a nie jego nieuporządkowania. Przez pryzmat jego cierpienia, a nie jego znaczenia. Przez to kim jest, a nie przez to co robi, przez pryzmat tego co dostał, a nie tego, co może dać. Często nie osiągamy tej wysoko zawieszonej poprzeczki. Wolimy raczej bezlitośnie krytykować papieża Franciszka niż zmierzyć się z tym wezwaniem. Wolimy często, myślę tu także o nas duchownych, żeby Kościół był wytworną kliniką dla wspaniałych, niż szpitalem polowym dla struchlałych. Z tego powodu, niestety, wielu z Kościołem się rozstało – podkreślił.

Potrzeba wymagań

Wszystkie przywołane obrazy mają pomóc każdemu z nas odpowiedzieć na podstawowe pytanie: czy kocham Kościół? – Czy kocham Kościół, który jest także jak matka? Matka, która mnie zrodziła do życia wiary przez sakrament chrztu, matka, która mnie karmi Słowem i sakramentami, matka, która mówi mi nieraz: dziecko tego robić nie wolno! To jest złe. A mówi tak, bo mnie kocha. Wielu z was jest ojcami. Dobrze wiecie, że dojrzały i odpowiedzialny rodzic nie pozwala dziecku na wszystko. A robi tak nie dlatego, że dziecka nie kocha, tylko przeciwnie: właśnie dlatego, że je kocha i że mu na dziecku zależy – zwrócił uwagę abp Adrian Galbas. I przyznał, że czasem Kościołowi byłoby łatwiej o pozytywne opinie, gdyby w drażliwych kwestiach „odpuścił”. – Nie upierał się tak bardzo przy aborcji czy eutanazji, nie mówił tyle o czystości, o uczciwości, o moralności, o prawach człowieka i jego godności, i oczywiście o grzechu, gdyby nie wtrącał się w lekcje religii w szkole i krzyże w urzędach – wymieniał abp A. Galbas. – Czy jednak nie musiałby zmienić szyldu? Czy byłby jeszcze na pewno Kościołem Chrystusa? Sam często nie dorastam do wymagań, które w imieniu Chrystusa stawia mi Kościół. To jest powodem mojego rozgoryczenia i pracy nad sobą, ale bardzo się cieszę, że Kościół mi te wymagania stawia. Niewielu dziś w świecie mówi, że czegoś nie wolno, albo że coś należy. W imię fałszywie rozumianej wolności, dominuje raczej narracja o wszystkodozwoloności. Tym bardziej więc jest mi potrzebny Kościół – zauważył.

Miłość do Kościoła nie oznacza akceptacji grzechu. – Grzech, który osłabia siłę świadectwa, sprawia, że Kościół traci zaufanie u ludzi, a bez zaufania jest nieskuteczny, nie może dobrze pełnić swojej misji. Jest w Kościele także najwredniejsze z możliwych połączenie grzechu i przestępstwa, które w żadnym razie nie może być tolerowane, a szczególnie wtedy, gdy jego ofiarami są bezbronni. Czy jednak kocham Kościół, także z grzechem? Wiem, że to trudne pytanie. (…) Ta miłość nie oznacza tolerancji dla zła, przeciwnie: jest tym większą mobilizacją, aby zło nazywać po imieniu i naprawiać jego mordercze skutki – przyznał abp Galbas.

Tylko z wnętrza

–  Tylko kochając Kościół będę mógł w nim bardziej być, bardziej wejść do Kościoła. (…) Także my, ludzie Kościoła, z różnych powodów, stoimy często jakby na wycieraczce. Z tyłu, z daleka, zdystansowani! Można stać przy ołtarzu i jednocześnie stać na wycieraczce, można być liderem katolickiej wspólnoty, członkiem Rady Parafialnej i jednocześnie myśleć o Kościele, jak o czymś obcym, zewnętrznym, jak o jakimś „onym” i jakiś „onych”. Oni to, oni tamto, oni siamto. Oni! Dalecy, obcy mi ludzie. Po prostu: „oni” – zwrócił uwagę.

– Tylko z wnętrza Kościoła można dostrzec jaki on jest piękny. Jak piękną ma historię, liturgię, teologię, jak jest mądry i jak bardzo działa w nim Duch Święty, bo przecież inaczej, mając w swoim wnętrzu tylu psujów, dawno by się rozleciał. Tylko będąc we wnętrzu Kościoła mogę uzyskać pewność serca, nie powierzchowne uczucie, ale właśnie pewną pewność serca, że tu, w Kościele, dostaję Chrystusa. Najbardziej i najbliżej, jak to jest możliwe na ziemi. Mimo wielu niedoskonałości tej wspólnoty, spośród których pierwszą jestem ja sam. Nikt bardziej, lepiej i pełniej nie da mi Chrystusa i nie umożliwi mi spotkania z Nim, niż Kościół. Także, tylko z wnętrza Kościoła, mogę Kościół dojrzale krytykować. Być jego krytykiem, a nie krytykantem – mówił.

Cała katecheza

Marta Sudnik Paluch / katowice.gosc.pl

Najnowsze

20 czerwiec 2024

Ks. prof. Jerzy Szymik doktorem honoris causa Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie

Nagroda została przyznana na mocy uchwały Senatu Uniwersytetu papieskiego Jana Pawła II...

19 czerwiec 2024

Wakacyjne wyjazdy rekolekcyjne

W archidiecezji katowickiej nie brakuje inspirujących inicjatyw adresowanych do dzieci i młodzieży. 

16 czerwiec 2024

List Konferencji Episkopatu Polski w sprawie ochrony życia

"Wyrażamy wielki szacunek i uznanie dla matek, które z miłością służą życiu...

14 czerwiec 2024

Abp Galbas: na żadnym targowisku świata nie ma stoiska z nadzieją

Metropolita katowicki przewodniczył Mszy św. w ośrodku w Gorzycach z okazji 40-lecia...

12 czerwiec 2024

Cykl wykładów dla nowych administratorów

Przez trzy dni księża uczestniczyli w spotkaniach dotyczących zarządzania parafią

12 czerwiec 2024

Orędownicy na trudne czasy

25 lat temu Jan Paweł II wyniósł na ołtarze ks. Józefa Czempiela i ks...