Abp Skworc: „Sprawiedliwy, choćby umarł przedwcześnie, znajdzie odpoczynek” (Mdr 4,7)

Archidiecezja Katowicka

2012-12-02

Homilia Arcybiskupa Katowickiego na I Niedzielę Adwentu w Roku Wiary
- Msza Święta z okazji 70-tej rocznicy śmierci ks. Jana Machy -
(Areszt śledczy – Katowice, 2012.12.02)

Dzisiejszą niedzielą rozpoczynamy nowy rok liturgiczny. Wchodzimy w okres Adwentu: czas pełnego nadziei oczekiwania na przyjście Pana.

Odczytany fragment Ewangelii św. Łukasza opisuje znaki mające poprzedzić nadejście końca świata: będą to znaki na słońcu, księżycu i gwiazdach oraz znaki na ziemi, której mieszkańców ogarnie trwoga i bezradność wobec nieszczęść, wojen, klęsk żywiołowych, nawałnic i trzęsień ziemi (por. Łk 21,25n). Chodzi więc o znaki – z natury swojej – niepokojące i dramatyczne.

Rzecz jednak zadziwiająca – wydarzenia, które zwykle budzą przerażenie, lęk i niejako paraliżują ludzi, oglądane w świetle wiary są znakami zbawienia, zapowiadają koniec świata stworzonego i zwiastują początek nowego świata – zbawionego, „początek nowej ziemi i nowego nieba” (Ap 21,1) oraz przyjście „Syna Człowieczego nadchodzącego w obłoku z wielką mocą i chwałą” (Łk 21,27). Są one wyrazem spełnionej nadziei na ocalenie i zbawienie. Mają one budzić w nas nie lęk, lecz radość. „Nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie” – zachęca nas Chrystus (Łk 21,28).

Uczniowie Jezusa mają oczekiwać na Jego przyjście „wyprostowani i z podniesionymi głowami” (21,28). Być wyprostowanym, to nic innego jak być wolnym od brzemienia zła i grzechu. W trzynastym rozdziale Ewangelii św. Łukasza jest mowa o kobiecie, którą duch niemocy trzymał na uwięzi, tak że przez osiemnaście lat „nie mogła się wyprostować” (13,11). Wyprostowana postawa uczniów Jezusa oczekujących na paruzję, czyli powtórne przyjście Chrystusa, to czytelny znak wiary w zmartwychwstanie, nadziei na Nowe Życie.

Z całą pewnością, silna wiara w zmartwychwstanie oraz nadzieja na szczęście wieczne wypełniały życie i posługę – zamordowanego 70 lat temu – ks. Jana Machy. Urodził się on 18 stycznia 1914 roku w Chorzowie Starym. W 1933 roku, po zdaniu matury, chciał wstąpić do Śląskiego Seminarium Duchownego, ale z powodu nadmiaru zgłoszeń nie został przyjęty. Po roku oczekiwania został przyjęty i rozpoczął studia teologiczne.

25 czerwca 1939 roku przyjął święcenia prezbiteratu. W swoim krótkim życiu kapłańskim, posługiwał w: rodzinnej parafii p.w. św. Magdaleny w Chorzowie oraz w parafii p.w. św. Józefa w Rudzie Śląskiej. Tam rozwinął ożywioną działalność charytatywną wśród polskich rodzin, dotkniętych wyniszczającymi skutkami hitlerowskiej okupacji (szczególnie na terenie: Rudy Śląskiej, Orzegowa, Goduli, Lipin, Nowego Bytomia, Chropaczowa i Łagiewnik). Były to zwłaszcza rodziny, których członkowie przebywali we więzieniach i obozach koncentracyjnych.

Został aresztowany 5 września 1941 roku i umieszczony w obozie przejściowym w Mysłowicach. 17 lipca 1942 roku odbyła się rozprawa sądowa. Wydano wyrok. Ks. Jan – oraz towarzyszący mu kleryk Joachim Guertler – skazany został na śmierć przez ścięcie.

W przededniu śmierci, ten młody (28-letni) kapłan, napisał list do swych rodziców i rodzeństwa. W pełni świadomy tego, co go czeka, zawiadamia swych bliskich: „Jest to moje ostatnie pismo. Po 4 godzinach nastąpi moje stracenie... pogrzebu mi nie użyczą, ale urządźcie mi na cmentarzu cichy zakątek, żeby od czasu do czasu ktoś o mnie wspominał i zmówił Ojcze Nasz...”. Wyrok wykonano 3 grudnia 1942 roku.

Spełniamy prośbę tego szlachetnego Kapłana Kościoła katowickiego w 70-tą rocznicę jego śmierci: pamiętamy, odmawiamy – jak o to prosił – „Ojcze Nasz”, celebrujemy Eucharystię w miejscu jego stracenia, prosząc o pokój dla niego i miłosierdzie dla nas.

Uczymy się też od Niego przylgnięcia do tej „nadziei, która zawieść nie może” (Rz 5,5). Nadziei, która utwierdza nas w przekonaniu, że gdy zmartwychwstały Pan powróci w dniu ostatecznym – jako sprawiedliwy i miłosierny sędzia – obdarzy swe wierne sługi nieśmiertelnym życiem.


Umiłowani w Panu!
Myśląc o końcu czasów i o powtórnym przyjściu Jezusa Chrystusa, często sądzimy, że wszystko to dotyczy dalekiej przyszłości. Tymczasem nie ma dnia, by media nie podawały informacji o wojnach, kataklizmach, wypadkach, indywidualnych i zbiorowych dramatach ludzkich, a nawet o stwarzających zagrożenie dla ziemi zjawiskach na słońcu. Te właśnie znaki przypominają, że Adwent ma także swój aktualny wymiar. Dla wielu „koniec świata” może nastąpić dziś, kiedy zamkną się ich oczy na zawsze.

Doskonałym tego dowodem była dramatyczna i – po ludzku rozumując – przedwczesna śmierć księdza Jana, którą dziś upamiętniamy.

Czytania biblijne, których wysłuchaliśmy w liturgii, mówią o „przyjściu Pana” w trojakim sensie: (1) o przyjściu Boga-Emmanuela w wymiarze historycznym w Betlejem; (2) o przyjściu Boga w chwale u kresu ludzkich dziejów; (3) mówią wreszcie o nieustannym przychodzeniu Pana w mocy Ducha, w Słowie Bożym, w Kościele i w sakramentach.

Właśnie dlatego nas, współczesnych chrześcijan nie powinny przerażać dramatyczne zapowiedzi czasów ostatecznych. Naszym Panem jest Jezus Chrystus, Zwycięzca śmierci i Odkupiciel wszelkiego stworzenia. Kto w Nim pokłada nadzieję, ten nie zna uczucia lęku – ten nigdy nie jest sam. On był, jest i pozostanie na zawsze ze swoim ludem, ze swoim Kościołem! Obiecał nam to w chwili swego wniebowstąpienia: „Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,19).

Drodzy Bracia i Siostry!
Chrystus jest przyjacielem wiernym. On zawsze dotrzymuje swoich obietnic, nawet za cenę śmierci, która staje się drogą i bramą do życia. Dlatego i my, u progu Adwentu – przeżywając Rok Wiary i rozpoczynając II Synod Katowickiego Kościoła – wołamy z głęboką wiarą, żywą nadzieją i płomienną miłością: „Marana tha – Przyjdź Panie Jezu!” i pozostań z nami na zawsze. (Ap 22,20-21). Amen

Nauczanie ks. Arcybiskupa