Abp Skworc: Był ziarnem – wrzuconym w glebę Kościoła i ojczyzny

Archidiecezja Katowicka

2013-07-02

Homilia Arcybiskupa Katowickiego
w dniu modlitwy za śp. kard. Stanisława Nagy
Bieruń Stary, 2013.06.22

Będą patrzeć na tego, którego przebodli… Tak prorok Zachariasz zapowiadał mękę i śmierć Mesjasza, którym – jak wyznaje to Piotr – jest Jezus Chrystus. Krzyż Chrystusa od początku ogniskował spojrzenie wiernych na tajemnicy odkupienia. Znalazło to odzwierciedlenie nie tylko w orientacji świątyń, czyli zwróceniu ich prezbiteriów i ołtarzy w kierunku wschodnim, lecz także w centralnym umiejscowieniu krzyża jako soczewki skupiającej uwagę modlących się chrześcijan.
Patrząc na krzyż - modlący się zwracali się ku Temu, który reprezentował ich przed Ojcem i zamykał w swoich ramionach, który czynił ze swych uczniów żywe świątynie Ducha Świętego. W ten liturgiczny sposób proroctwo Zachariasza stale się spełniało – wierni wraz z kapłanem zawsze wpatrywali się w Tego, którego przebodli na drzewie krzyża. Centralnie umiejscowiony krzyż był symbolem Chrystusa – wschodzącego Słońca historii, przedstawiał Jego mękę, uobecniał Cierpiącego, który pozwolił dla człowieka przebić swój bok, aby wypłynęły z niego krew i woda – znaki Eucharystii i chrztu. Krzyż wyrażał również Pana triumfującego, Jego powtórne przyjście.
Patrzymy dziś na Chrystusa przebitego za nasze grzechy. Oto nasz Zbawiciel, Mesjasz Pan. Takie spojrzenie wypływa z wiary, która jest łaską. Prorok Zachariasz mówił, że nadejdzie dzień, w którym Bóg wyleje swego Ducha na ludzi. To wylanie Ducha rozpoznajemy w wydarzeniu Pięćdziesiątnicy, ale także we wcześniejszym działaniu Chrystusa, który po zmartwychwstaniu podczas jednego ze spotkań z uczniami tchnął na nich, aby rozumieli Pisma, więc wszystko, co odnosiło się w nich do Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego. Uczniowie otrzymawszy dar Ducha Pocieszyciela zaczęli widzieć – a było to spojrzenie wiary: Jezus jest Mesjaszem, Synem Najwyższego, jedynym Odkupicielem Człowieka.
Dar Ducha został i nam udzielony, najpierw we chrzcie, następnie zaś w bierzmowaniu, abyśmy wierzyli, że Jezus jest Panem. Zobaczyć Go w perspektywie krzyża i zmartwychwstania to dar.
Ludzie, którym go brakuje, nie rozumieją krzyża. Już w czasach pierwotnego Kościoła chrześcijanie spotykali się ze spojrzeniem Żydów, którzy w krzyżu Chrystusa widzieli hańbę, a także ze spojrzeniem Greków, którzy o krzyżu mówili „głupota” – wszyscy zaś uważali go za skandal, czyli zgorszenie. Te dwa spojrzenia jakoś funkcjonują do dzisiaj.
Dla pozbawionych daru Ducha krzyż wydaje się tylko znakiem okrucieństwa, przemocy, porażki, cierpiętnictwa, apoteozy bólu. Tych, którzy wyrzekli się Boga, krzyż uwiera, dręczy, niepokoi. Z tych różnych postaw nie rzadko rodzi się postawa wyśmiania, drwiny, a nawet bezczeszczenia świętego dla ponad miliarda ludzi znaku. Spojrzenie na krzyż bez daru Ducha objawia się także w walce z krzyżem, co starsi pamiętają, a i dziś nie brakuje wulgarnych lub bardziej zawoalowanych działań godzących w krzyż, zwłaszcza w przestrzeni publicznej.

Bracia i Siostry!
Dziś tu w Bieruniu Starym patrzymy w kierunku człowieka wiernego krzyżowi. Był nim na pewno nasz diecezjanin  śp. ks. kard. Stanisława Nagy, który urodził się tu, w Bieruniu Starym, w śląskiej, górniczej rodzinie, 30 września 1921 r.
Jako 16-latek wstąpił do Zgromadzenia Księży Sercanów, rozpoczynając nowicjat w 1937 roku. Po formacji podjął studium z zakresu filozofii i teologii. W 1945 roku przyjął święcenia kapłańskie z rąk bp. Stanisława Rosponda, ówczesnego biskupa pomocniczego Krakowa.
Z domu rodzinnego wyniósł wielkie bogactwo – przywiązanie do Boga i umiłowanie Kościoła; umiłowanie ojczyzny i ojcowizny. Co więcej, to bogactwo pomnażał żyjąc i pracując tam, gdzie stawiała go Boża Opatrzność a tych stacji poza Krakowem i Lublinem było wiele; m.in. był rektorem domu księży sercanów w Tarnowie. Kiedy mnie tam odwiedził – już jako biskup i kardynał – powiedział: w tym mieście znam wszystkie ambony i wszystkie konfesjonały. To pokazuje ogrom jego duszpasterskiego zaangażowania, które obok pracy naukowej w KUL-u było jego życiową pasja, aż do końca jego ziemskich dni.


    Niewątpliwie należał On do tych, którzy, co dnia na nowo przyjmowali krzyż i zapierając się samych siebie, świadomie szli za Chrystusem poprzez ziemską ojczyznę.
    Kard. Stanisław do końca swoich dni świadomie uczestniczył w życiu społecznym i politycznym ojczyzny i ojcowizny; interesował się tym, co się dzieje na Śląsku. Jego skromne mieszkanie w Krakowie, było – nieformalnym ośrodkiem – gdzie wiele przybywało, aby posłuchać mądrości ludzkiego i kapłańskiego serca. Ta mądrość łączyła się z odwagą w głoszeniu prawdy; był wiernym chrześcijańskim wartościom i ich stanowczym obrońcą. Nazywał rzeczy trudne po imieniu; cierpiał z powodu grzechów ludzi Kościoła; zawsze stawał przy papieżu – przy każdym następcy św. Piotra; a szczególnie przy tylko, z którym łączyła go – wyrosła na glebie wspólnej pracy naukowej – przyjaźń.
    W jego ciekawym życiorysie – nominacja kardynalska w roku 2003 wyprzedziła święcenie biskupie, które przyjął na Wawelu – jako kardynał nominat. Ze wzruszeniem wkładałem swoje ręce razem z innymi biskupami na głowę, wtedy już sędziwego i jakże cenionego kapłana.
    Właściwie od tej chwili staliśmy się sobie jeszcze bliżsi. Jako człowiek Kościoła – żył sprawami misji ag gentes; każdą informacją na ten temat ogromnie go interesował. Żył także sprawami Śląska, szczególnie wtedy, gdy świętowaliśmy w czerwcu 2012 - 90 rocznicę spotkania Polski i Śląska w jednym organizmie państwowym. Jesienią ubiegłego roku kard. Stanisław Nagy otrzymał Złotą Odznaką za Zasługi dla Województwa Śląskiego. W uzasadnieniu wniosku przypomniano, że laureat tej nagrody jest człowiekiem obdarzonym wielką skromnością, rzetelnością i siłą umysłu, który zawsze z dużą troską pochylał się nad sprawami dotyczącymi regionu. „Śląsk ma prawo do tego, by być samorządną jednostką, by samemu dawać radę na gruncie śląskiej przedsiębiorczości, pracowitości, solidności i przywiązania do Polski", powiedział Ksiądz Kardynał podczas uroczystości. Wiele treści przekazywał wam osobiście, kiedy tu do Bierunia Starego przybywał, aby swoim przykładem uczyć miłości do Boga i Kościoła; a młodym ukazywać, iż warto od siebie wymagać i rozwijać Boże talenty; aby ostatecznie przynosić obfity plon.  
W kardynalskim herbie umieścił symbol Serca Jezusowego, biblię, kotwicę – znak nadziei i wiary, oraz monogram słów: Ave Maria”. A hasłem jego biskupiego wezwania były słowa: – „W Tobie Serce Jezusa swą ufność złożyłem..” W tych słowach wzrok wiary dostrzega miłość Boga, który ogarnia ramionami Syna cały świata i pragnie, aby wszyscy zostali zbawieni a swoją nadzieję złożyli w otwartym Sercu Bożego Syna.
W taki sposób śp. kardynał Stanisław wskazywał, że każdy chrześcijanin winien naśladować swego Mistrza, czyli jak On tracić swoje życie na ziemi, by zyskać je na zawsze w domu Ojca. Stąd prawem uczniów jest miłość. Ona jest zasadą naszego życia, działania, aktywizmu, obecności w świecie na jego różnych areopagach.
Od początku miłość jest znakiem rozpoznawczym wierzących – popatrzcie, jak oni się miłują. Jeśli sumienie wyrzuca nam, że nie dość miłujemy, że nie dość naśladujemy swego Pana, trzeba abyśmy trwali na drodze nawrócenia. Prowadzi ona do ponownego odkrycia, kim jesteśmy dzięki Chrystusowi – a jesteśmy synami Bożymi, umiłowanymi dziećmi Boga.
To dar zobowiązujący do życia na podobieństwo pszenicznego ziarna, które obumiera, ale wydaje plon stokrotny.
Takim ziarnem – wrzuconym w glebę Kościoła i ojczyzny – był kard. Stanisław. Przyniósł obfity plon życia i działania, za który dziś dziękujemy, prosząc o łaskę szczęśliwej wieczności dla Zmarłego.
A dla nas nich będzie przykładem wierności do końca i wyznawania wiary Piotra – mówiącego Jezusowi – Ty jesteś Mesjasz; Zbawiciel. Amen.

 

Nauczanie ks. Arcybiskupa