Abp Skworc do pszczelarzy

Archidiecezja Katowicka

2013-07-14

Z miłości do Boga wypływa i miłość do braci, i szacunek do stworzenia.
Homilia Arcybiskupa Katowickiego na XV Niedziela zwykła,
XII Spotkanie Pszczelarzy Śląskich;2013.07.14

Drodzy, Bracia i Siostry!

Mojżesz wieńczy swoje życie wielką mową, w której co rusz powtarza się wezwanie skierowane do Izraelitów: bądźcie wierni Bogu i Jego przymierzu. Wierność ta miała wyrażać się w posłuszeństwie jedynemu Bogu – „słuchaj Izraelu!” – oraz w przykazaniu miłości Boga i bliźniego – „będziesz miłował…”. Mojżesz podkreśla, że to polecenie nie przekracza ludzkich możliwości, nie jest poza ich zasięgiem. Jest natomiast blisko człowieka, w jego ustach i jego sercu.

Zastanawia to uwewnętrznienie Bożego prawa, sięgające aż do serca człowieka, co w języku biblijnym oznacza, do samego centrum ludzkiej osoby. Można powiedzieć, że posłuszeństwo Bogu, miłość do Niego i miłość do bliźniego są czymś właściwym ludzkiej naturze; zgodnym z naturą stylem życia.

Nauka Kościoła mówi, iż Bóg dał człowiekowi zdolność miłowania, dzięki której może on kochać i Boga i ludzi: „Zanim otrzymaliśmy przykazanie miłowania Boga, już wcześniej, od urodzenia, została nam dana moc i umiejętność miłowania. Nie osiąga się jej przez przekonywanie od zewnątrz, ale każdy może się jej nauczyć w sobie i przez siebie samego. Z natury bowiem pragniemy tego, co piękne i dobre, nawet jeśli nie dla wszystkich to samo wydaje się dobre i piękne. Podobnie też nie potrzebujemy, aby ktoś uczył nas miłości do rodziców i krewnych, spontanicznie zaś okazujemy życzliwość tym, którzy nam dobrze czynią” (Bazyli Wielki).

Nie ulega wątpliwości, że ta naturalna zdolność kochania została zniekształcona w człowieku przez grzech. Dobitnie przekonuje o tym przypowieść Jezusa o miłosiernym Samarytaninie. Najpierw jest to przypowieść o 27 kilometrach, jakie dzielą Jerozolimę i Jerycho. Święte miasto położone na wysokości naszego Zakopanego, około 800 metrów nad poziomem morza… i Jerycho znajdujące się w największej depresji świata. Droga w dół, przez doliny wyrzeźbione rwącymi potokami, przez nieprzyjazne półpustynne góry Judei, droga opanowana przez przestępców, złodziei i rozbójników. Tę drogę pokonuje nieznany nam człowiek, którego napadają zbójcy, odbierając mu mienie, narażając na niechybną śmierć z powodu zadanych ran. 27 kilometrów to niewiele, ale wystarczająco, by sprawdzić przechodzących nią ludzi. Oto kapłan i lewita – nie zatrzymują się przy rannym, przechodzą obok, mijają. A przecież Bóg dał im zdolność miłowania, której naturalnym odruchem winna być pomoc udzielona potrzebującemu bliźniemu. Dopiero Samarytanin, de facto nie należący do narodu wybranego, ratuje honor ludzi, pochylając się nad cierpiącym.

Kościół widział w napadniętym człowieku ludzkość, ale i konkretne osoby, które napadnięte przez zło, popadły w niewolę grzechu. W Samarytaninie zaś widział Chrystusa, dźwigającego chorego na duszy człowieka, chorą na duszy ludzkość. Mówimy tu o widzialności Bożego miłosierdzia, które unaocznia się w osobie i czynach Chrystusa. On na powrót pokazał człowiekowi ową zdolność miłowania – nie jest ona poza ludzkim zasięgiem.

Symboliczne jest owe 27 kilometrów drogi z Jerozolimy do Jerycha. Sami moglibyśmy taką drogę wskazać w naszym życiu, drogę, na której pojawiali się ludzie obojętni na nasze cierpienie, od których wręcz należało się spodziewać pomocy, życzliwości i miłości. A jednak nas minęli. Mamy też doświadczenie spotkania miłosiernych Samarytan, ale najbardziej Tego z nich, który życie dał, abyśmy prawdziwie żyli. On opatrzył nasze rany, On przywrócił nam zdrowie, On pojednał nas z Ojcem, On odnowił w nas zdolność miłowania Boga i bliźniego. On – Jezus Chrystus. Wysławia Go dziś święty Paweł, podkreślając w Liście do Kolosa, że Chrystus jest pojednaniem między Bogiem i ludźmi, jest „widzialnością” Bożego miłosierdzia. Wielbiąc Chrystusa, nie możemy zapominać, że daje nam On dziś lekcję – jesteśmy wezwani do miłości, do miłosierdzia, a pierwsze i największe przykazanie nie jest poza naszymi możliwościami.


W kontekście naszego dzisiejszego spotkania, tej Eucharystii, trzeba powiedzieć nie tylko o miłości Boga i bliźniego, ale i miłości względem świata stworzonego. Ta miłość jest konsekwencją naszego odniesienia do Boga i brata. Fałszywy ekologizm gardzi człowiekiem, ubóstwia natomiast stworzenia nierozumne. Fałszywy ekologizm będzie pochylał się nad zwierzęciem, rośliną i kamieniem, ale nie będzie bronił nienarodzonych, chorych, starych ludzi. Jest zaprzeczeniem miłości Boga, który dla niego jest ubóstwioną ziemią, jest również zaprzeczeniem miłości bliźniego, który uważany jest tylko za niszczyciela świata.

Tymczasem – jak uczy Katechizm KK – z miłości do Boga wypływa i miłość do braci, i szacunek do stworzenia. Nie da się tego rozdzielić. Nasz świat, świat widziany przez pryzmat Biblii, jest światem nam zadanym, powierzonym. Jesteśmy jedynie jego włodarzami, ale nie właścicielami. Stąd wypływa ów szacunek dla powierzonego nam daru, który powinniśmy zachować dla przyszłych pokoleń. Szanujemy dar stworzenia ze względu na miłość do jego Stwórcy i do naszych bliźnich.

Bracia i Siostry!
Spotykamy się dziś na „trutowisku”, aby modlić się w intencji śląskich pszczelarzy. Jesteście, drodzy, ludźmi zafascynowanymi wielkością Bożego stworzenia, którą tak cudownie widać w życiu pszczelego roju. Tę wielkość dostrzegał także Kościół, nazywając pszczołę pracowitą i twórczą, nadając jej niejako ludzkie przymioty. W hymnie na cześć zmartwychwstałego Chrystusa, w wielkosobotnim Exultecie, wybrzmiewa ów podziw dla pszczoły i pszczelego roju, który daje ludziom wosk na zbudowanie kolumny, czyli paschalnej świecy – znaku Zmartwychwstałego, która mrok rozświeca. Boże stworzenie zostało wciągnięte w historię zbawienia. Dla ludzi wiary oznacza to inne spojrzenie na świat – to jeden wielki talent, który otrzymała ludzkość, a dzisiaj my i każdy z nas. A wiemy, co należy czynić z talentem. Nie wolno go niszczyć, ale zachować i rozwijać, pomnażać i dzielić się nim z innymi.

Talent, jakimi są bez wątpienia pszczoły miodne, jest dziś – chyba jak nigdy dotąd – zagrożony zniszczeniem. Mają na to wpływ nie tylko choroby wywołane przez pasożyty i wirusy, ale – niestety – sam człowiek, który dążąc do coraz większej efektywności w rolnictwie przez środki ochrony roślin, stosowane w nadmiarze i nieroztropnie, niszczy pszczoły. Sprawą ostatnio zajęła się Komisja Europejska, która zauważywszy w końcu kryzys sanitarny w sektorze pszczelarstwa, chciała wprowadzenia zakazu używania określonych środków ochrony roślin, które są dziś używane. Niestety, nie udało się tego zakazu wprowadzić, z powodu lobbingu firm produkujących pestycydy. Polska w głosowaniu na forum Komisji Europejskiej opowiedziała się za wprowadzeniem zakazu. Problem jest jednak poważny, i to tak wysoce, że snuje się dzisiaj wizję kryzysu całej cywilizacji. Jednak już sam fakt pojawiania się takich zjawisk, jak masowe ginięcie pszczół w USA i Europie, ich całkowity brak na przykład w niektórych rejonach Chin, jest sygnałem alarmu dla wszystkich. Około 84% gatunków roślin i 76% produkcji żywności w Europie zależy od zapylania przez pszczoły. Ocenia się, że majątek, który powstaje dzięki pracy pszczół to 265 miliardów dolarów rocznie. Trudno sobie wyobrazić, gdyby taką sumę rolnicy musieliby przeznaczyć na sztuczne zapylanie…

Troska o pszczoły i inne owady zapylające, troska o środowisko naturalne, nie jest domeną tylko ekologów, tylko naukowców. To sprawa nas wszystkich, także ludzi Kościoła, wszystkich wierzących. Z pewnością konieczne jest kształtowanie ludzkiej mentalności, edukacja, wychowanie, ale nawet swego rodzaju katechizacja, w której z większym naciskiem będzie się ukazywać to, czym jest dla człowieka świat stworzony. Owszem mówi się o tym, ale czy nie za mało? Konieczne jest również podejmowanie wszelkich środków prawnych, dążących do zabezpieczenia owadów zapylających przed zniszczeniem ludzką gospodarką, nastawioną na maksymalny zysk, ale nie liczącą się ani z teraźniejszością, ani z przyszłością świata.

Dlaczego mamy być znów mądrzy po szkodzie?
Modlimy się dziś, aby wam – drodzy pszczelarze – nie zabrakło pszczół, rolnikom – by nie zabrakło odpowiedzialności, politykom – odwagi w podejmowaniu działań dla dobra całego stworzenia. Nam wszystkim – by nie zabrakło wyobraźni miłosierdzia, która dostrzega w świecie Boży talent, nie wolno nam go zmarnować i zniszczyć, dopóki – jak śpiewał poeta – ziemia kręci się…
Niech wasze tu działania – w sercu śląskiej aglomeracji – błogosławi Bóg Wszechmogący, Pan nieba i ziemi. Amen.

Nauczanie ks. Arcybiskupa