Abp Skworc: Maryja, Fatimska Pani zabiega o przyszłość dla wszystkich swoich dzieci.

Archidiecezja Katowicka

2014-06-17

Homilia w 10-tą rocznice koronacji obrazu MB Fatimskiej w Turzy Śl.
Uroczystość Trójcy Przenajświętszej; 2014.06.15

Dziś liturgiczna uroczystość Najświętszej Trójcy, w którą wpisujemy naszą pamięć i dziękczynienie na koronację obrazu Matki Bożej Fatimskiej.
Jest na placu w Fatimie „droga” ułożona z gładkiego marmuru, która biegnie do kaplicy objawień. Drogą tą, pośród tłumów pielgrzymów chodzących w różnych kierunkach, idą na klęczkach pątnicy. Niektórzy mają założone na kolana specjalne ochraniacze, inni idą bez. Posuwają się wolno, z każdym krokiem coraz bardziej odczuwając ból. Pątnicy naśladują Łucję, która jako pierwsza przemierzyła tę drogę na kolanach do miejsca pojawienia się Matki Bożej… Wędrówka zgiętych kolan trwa, także tutaj, w sanktuarium w Turzy, także dzisiaj, kiedy świętujemy 10. rocznicę koronacji łaskami słynącego Obrazu Pani Fatimskiej.
Zgięte kolana wyrażają przede wszystkim pokorę człowieka, który duszą i ciałem korzy się przed Bogiem. Człowiek pyszny, podobnie jak ten, który powiedział Bogu non serviam! Nie będę służył. I dlatego kiedy Ojcowie Pustyni – mistrzowie życia duchowego – narażeni – jak my wszyscy- na działanie złego ducha – malowali jego portret – to malowali go bez kolan… Diabeł nie ma kolan…
Bo zgięte kolana wyrażają zależność stworzenia od Stwórcy. Są znakiem modlitwy we wszystkich jej wymiarach: adoracji, dziękczynienia, błagania i pokuty. Dziś nasze zgięte kolana przemawiają nade wszystko uwielbieniem Boga w Trójcy Świętej Jedynego. Fatimskie dzieci otrzymały od Pięknej Pani światło z przyszłości, w którym mogli zakosztować obecności Boga. Mówiła Hiacynta: „Tak bardzo chcę powiedzieć Jezusowi, że Go kocham. Kiedy Mu to mówię wiele razy, czuję ogień w piersi, ale mnie nie pali”. Franciszek zaś mówił: „Najbardziej mnie ucieszyło zobaczenie Naszego Pana w tym świetle, które mamy w piersi, bo dała nam je Nasza Pani. Tak bardzo kocham Boga!” (Wspomnienia siostry Łucji, I, 40 i 127).
Drodzy, oby i nasze kolana zagięte przed Ojcem, Synem i Duchem Świętym mówiły to samo: „Tak bardzo kocham Boga!”. W godzinie Eucharystii jest to ogromnie ważne – bo jest odpowiedzią na Miłość, która ukochała nas aż do końca.

Bracia i Siostry!
Owo światło w sercach pastuszków, o którym mówili, światło, pochodzące z Bożej przyszłości, jest tym samym, które objawiło się w pełni czasów i przyszło do wszystkich: to jest Syn Boga, który stał się człowiekiem. To, że może On rozpalać najzimniejsze i najsmutniejsze serca. Dlatego nasza nadzieja ma realne podstawy, opiera się na wydarzeniu, które umiejscowione jest w historii, a jednocześnie wykracza poza nią — to Jezus z Nazaretu – Światłość świata; przde wszystkim jednak Światłość ze Światłości! (por. Homilia Benedykta XVI, Fatima 13 maja 2010 roku).
Ten Jezus, który umarł i zmartwychwstał, który wstąpił do nieba i zasiadł na prawicy Ojca, który wspólnie z Ojcem i Duchem Świętym odbiera uwielbienie i chwałę, ten Jezus obdarza nas swoim światłem, abyśmy już teraz kosztowali Bożej miłości. Przypomina nam o tym wyznanie z Księgi Wyjścia, ale nade wszystko słowa samego Jezusa z dzisiejszej ewangelii:
Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony”.
Orędzie o Bożej miłości wybrzmiewa także w przesłaniu z Fatimy, w naglącym wzywaniu Maryi do modlitwy i pokuty, by każdy otworzył się na miłość Boga i przestał należeć do ludu o twardym karku, co z pychy nie zgina swych kolan przed Bogiem, zastępując Go sobą samym.
Do rodziny ludzkiej, gotowej poświęcić swoje najświętsze więzi na ołtarzu małostkowych egoizmów narodowych, rasowych, ideologicznych, grupowych i jednostkowych, przybyła z niebios nasza błogosławiona Matka, proponując, że zaszczepi w sercach tych, którzy Jej się zawierzą, miłość Bożą, płonącą w Jej sercu. Wtedy, w 1917 roku, było tylko troje pastuszków, ale przykład ich życia promieniował na całą ziemię i szerzył się, zwłaszcza w wyniku peregrynacji Pielgrzymującej Pani Fatimskiej, w niezliczonych grupach, poświęcających się sprawie braterskiej solidarności” (Benedykt XVI, Homilia w Fatimie).
Przykład ich życia promieniuje także tutaj, w Turzy, gdzie króluje Nasza Pani, Matka Syna Bożego, Oblubienica Ducha Świętego, prawdziwie płonący krzew objawienia się Trójjedynego Boga umęczonej ludzkości. Oby te niespełna 3 lata, które dzielą nas od setnej rocznicy objawień, przyspieszyło zapowiedziany triumf Niepokalanego Serca Maryi na chwałę Najświętszej Trójcy.


Drodzy Pielgrzymi!
W wielu sanktuariach zachował się zwyczaj, że pątnicy wędrują na klęczkach wokół ołtarza z cudownym obrazem bądź z cudowną figurą Maryi. Niech i tu nie zabraknie pielgrzymów, którzy trudem zgiętych kolan – czy Nocą Pokuty - będą wypraszać miłosierdzie dla ludzi i całego świata. Tym bardziej dzisiaj, kiedy właśnie miłosierdzie bywa lekceważone. „Umysłowość współczesna, może bardziej niż człowiek przeszłości, zdaje się sprzeciwiać Bogu miłosierdzia, a także dąży do tego, ażeby samą ideę miłosierdzia odsunąć ma margines życia i odciąć od serca ludzkiego. Samo słowo i pojęcie „miłosierdzie” jakby przeszkadzało człowiekowi, który poprzez nieznany przedtem rozwój nauki i techniki bardziej niż kiedykolwiek w dziejach stał się panem i uczynił sobie ziemię poddaną (por. Rdz 1, 28). Owo „panowanie nad ziemią”, rozumiane nieraz jednostronnie i powierzchownie, jakby nie pozostawiało miejsca dla miłosierdzia” (Deus in Misericordia, 2).

Moi Drodzy!
Miłosierdzie zostało uznane za słabość, a obdarzanie innych miłosierdziem za lekceważenie i zawoalowaną pogardę dla biedniejszych, którzy swemu stanowi sami są winni. Miłosierdzie okazywane słabym przyczynia się też do utwierdzania ich w słabości, w oczekiwaniu na pomoc, więc w gnuśności, lenistwie. Miłosierdzie jakoby odbierało człowiekowi kreatywność, inwencję, chęć starania się o poprawę swego bytu osobistym wysiłkiem. Ileż razy zdarzało się i nam pomyśleć o kimś potrzebującym, że powinien wziąć się do roboty, a nie wyciągać rękę po pomoc…
Człowiek, który odrzuca Boga miłosierdzia i samo miłosierdzie okazuje się jednak „zarazem mocny i słaby, zdolny do najlepszego i do najgorszego; stoi bowiem przed nim otworem droga do wolności i do niewolnictwa, do postępu i cofania się, do braterstwa i nienawiści. Poza tym człowiek staje się świadomy tego, że jego zadaniem jest pokierować należycie siłami, które sam wzbudził, a które mogą go zmiażdżyć lub też służyć mu” (Gaudium et Spes, 9).
Taki właśnie człowiek potrzebuje Bożego miłosierdzia, potrzebuje – według słów św. Pawła – łaski Pana Jezusa Chrystusa, miłości Boga i udzielania się Ducha Świętego. Potrzebuje – jak uczy św. Jan Paweł II – choć czasem o tym nie wie.

Bracia i Siostry!
Pamiętajmy, że Bóg jest doskonałą wspólnotą miłujących się Osób... Wspólnota ta nie zamyka się we własnym szczęściu i doskonałości, ale pragnie rozlewać miłość na inne istoty, które dlatego stwarza. Ten wzór pozostaje ciągle wyzwaniem dla ludzi samotnych, podzielonych, skłóconych.
Miłować innych, aż po dar z życia; nie próbować ich posiadać, ani posługiwać się nimi dla własnych korzyści.
Nie bać się, że przez służbę innym coś się utraci, że sił zabraknie, że się na końcu zostanie samym, porzuconym i wykorzystanym...
Wspólnoty rodzinne, społeczne, narodowe nie są doskonałe. Może nigdy na tej ziemi nie będą. Ale trzeba ufać, że Bóg, który jest wspólnotą Ojca i Syna, i Ducha Świętego, kiedyś, na końcu ludzkiego życia lub na końcu czasów, dopuści wszystkich do udziału we  wspólnocie Osób Bożych. Wówczas każdy człowiek odnajdzie pełną jedność także z naszymi braćmi i siostrami. (por. ks. Grzegorz Strzelczyk, w: liturgia.wiara.pl).

Bracia i Siostry!
O tę przyszłość zabiega dla wszystkich swoich dzieci Maryja, Fatimska Pani. Posłuchajmy Jej naglącego wezwania, czas bowiem – jak uczył św. Paweł – jest krótki.

Nauczanie ks. Arcybiskupa