Tak będzie prawdziwa Wielkanoc. Amen. Alleluja

Homilia Arcybiskupa Katowickiego; Wielkopostny Dzień Skupienia Świata Akademickiego, Wielki Post 2019

Abp Wiktor Skworc

2019-04-15

„Zaledwie zimy minęła pogróżka,

W sad nagi wchodzi wiosna, nowicjuszka, [...]

Jakoś inaczej niż zwykle kur pieje,

Dziwnie piotrowo, wieszczo, przedwiosennie,

Budząc niepokój razem i nadzieję”.

(L. Staff)

Któż dzisiaj słyszy jeszcze pianie kura? Ze snu wyrywają nas budziki, smartfony, hałasy ludzkiej krzątaniny w domu i za oknem, wycie syreny i klaksony.

Któż jeszcze ma świadomość pasyjnego znaczenia głosu koguta, które najmocniej wybrzmiewa w ewangelii o męce Pańskiej? W Niedzielę Palmową słyszymy o tym, prowadzeni za rękę przez uczniów Jezusa, którzy spisali Jego słowa i czyny aż po te ostatnie, wypowiedziane i dokonane z krzyża. Może wówczas sobie przypomnimy, czując się dziwnie piotrowo, wieszczo, przedwiosennie, czując niepokój i nadzieję...

W wigilię Niedzieli Palmowej i Wielkiego Tygodnia wchodzimy w misterium ostatniej drogi Jezusa, którą przemierzył na tej ziemi, zakończonej spełnieniem życzenia tłumu: „Ukrzyżuj Go!”.

Być może i ktoś z nas doświadcza, doświadczył tego, o czym pisze ks. Jan Twardowski:

„[...] Nas też czasem niesłusznie posądzą.

Nas też dotknie cierpienie i będziemy przewracali się może więcej niż trzy razy.

Nieoczekiwany przyjaciel okaże nam pomoc.

Kobieta uśmiechnie się do nas w naszym cierpieniu.

Obnażą nas, pokażą wszystkim nasze wady; czas obedrze nas ze wszystkich uroków. [...]

Zostanie tylko to, co w naszym życiu było miłością do Boga i do ludzi [...]”.

Wszak ostatecznie będziemy sądzeni z miłości i okaże się, czy była ona żywa, bezinteresowna na miarę opisanej przez św. Pawła w 13 rozdziale 1 Listu do Koryntian; czy jej brakowało lub reglamentowało się ją, przedkładając nad bezinteresowny (?) dar z siebie własny egoizm. Zauważamy, że ten ostatni coraz bardziej się panoszy, rozrasta jak komórki rakowe... Zanika błogosławione współczucie i chęć dzielenia trosk innych, nawet trosk dzieci czy młodzieży. Mimo coraz większych możliwości komunikacji międzyludzkiej dzięki współczesnym technologiom – zanika zwyczajna rozmowa, karleje kultura spotkania. Nasze relacje zawieszamy na sieci internetowych połączeń snutych poprzez społecznościowe portale. Monadyzacja ludzkich istnień trwa, ale jest przestrzeń, która jej się przeciwstawia, dodajmy, że z trudem. To przestrzeń sacrum, modlitwy, liturgii. To jeszcze przestrzeń chroniona przez Kościół, który zwołuje swoich wiernych do wieczernika na ostatnią wieczerzę (szansę?), aby łączyć ich ze sobą i z Bogiem w communio. Kościół przypomina o korzeniach sięgających tysiącleci historii, wciąż żywej i wciąż ponawianej tu i teraz historii zbawienia.

Trzeba być Bogu wdzięcznym za to, że daje nam taką przestrzeń, wdzięcznym za Kościół – sakrament zjednoczenia i przymierza, dzięki któremu nasze niepokoje, troski i lęki znajdują ukojenie w darze wiary, nadziei i miłości, w świetle Ducha, który swoją mocą prowadzi nas po drogach czasu ku doskonałemu królestwu Boga. Z pewnością trzeba nam pozbyć się wszystkiego, co nas obciąża, nade wszystko grzechu, który przybiera nieraz pozór złocistych dekoracji, jak w tekście Ernesta Brylla na Niedzielę Palmową:

„A to czemu? Kiedyśmy wyszli

Jak się godzi z feretronem, psalmami

To anieli z nieba nie przyszli

Sobie – jesteśmy sami

Cichym światłem pulsuje ziemia

I pieśń wysoko idzie

Ale siły tam wrócić nie masz

Bo jakoś jesteśmy bez skrzydeł

Może lecieć do serca przestrzeni?

Ale to by raczej nie wyszło

Bo jesteśmy strasznie obciążeni

Dekoracją złocistą”.

Bywa, że tą dekoracją są – prócz grzechów – nasze mniemania i opinie zasłyszane o przywilejach, które ma Kościół, a których powinien coraz bardziej się pozbywać, by bez przeszkód struktur i bogatych środków ewangelizacji móc głosić światu człowieczego Boga jedynie ubogim słowem.

Nie możemy stać się także strażnikami Kościoła pojmowanego jako muzeum, które poza historią architektury i sztuki nie ma już nic do powiedzenia współczesnym ludziom. Musimy również pamiętać, że po śladach Zbawiciela, który nas chce prowadzić i prowadzi, idzie „przeciwnik”, proponując nam odmienną drogę:

„Po śladach Jego szedł Zły. Przeinaczał

Ślad delikatnie. Wcale nie zacierał

Pogłębiał raczej

Aby nie uwierał

Nawet kamyk gdy ruszymy tym śladem.

Niech idą lekko, kwieciście gromady

Niech drogę miękkiej pieśni porosną lewady

Może trochę trujące

Lecz wydmy gorące

Na których Boży ślad był odciśnięty

Trudne są, żmudne

Znak już rozmazany

A może wcale ten znak nie był dany

A może wcale nie tam droga święta

Bo dokąd?

Na wędrówki ludziom są oddane

Proste ścieżki

Omińmy pustynie przeklęte

A nawet jeśli. Po co się w nie nurzać?

Ślady pewno zasypały burze

Zresztą On był na chwilę w pustyni lecz wrócił

I trzeba szukać Go w kwiecistych krajach

I w lepszą stronę drogę odwrócić

– A może nie wędrujmy. Tu się zostaje

Śpi i śni...

Ciemny obłok uniósł się nad nami,

Niby baśń, że idziemy wciąż Jego śladami”.

(E. Bryll, Kuszenie [Wedle Cyryllonasa, IV, V wiek])

Piejący kur wstrząsnął Piotrem, który zapłakał nad swoim grzechem i nad zranioną miłością Jezusa. Oby i nam Pan dał wielkopostne nawrócenie, wyjście z „ciemnego obłoku”. Oby i nas wybudził ze snu i zajaśniał swoim życiem i zmartwychwstaniem.

W mocy Bożego Ducha, zginając kolana, chcemy razem ze św. Pawłem wyznawać, że Jezus Chrystus jest Panem, ku chwale Boga Ojca. Tak będzie prawdziwa Wielkanoc. Amen. Alleluja.

Nauczanie ks. Arcybiskupa, NAUCZANIE, Homilie