Zgodzić się na współpracę z Prawdą

Homilia Arcybiskupa Katowickiego; Msza św. dla nauczycieli akademickich wyższych uczelni Górnego Śląska; III Niedziela Adwentu, 15 grudnia 2018 roku

Abp Wiktor Skworc

2018-12-18

1. Gaudete, radujcie się, zwłaszcza w godzinie adwentowej Eucharystii! Wezwanie do radości wybrzmiewa mocno w słowach proroka Sofoniasza. Działał on w pierwszym okresie panowania króla Jozjasza, przed dokonaną przez niego w 622 roku reformą religijną, która polegała właściwie na nawróceniu, czyli odrzuceniu bałwochwalstwa i powrocie do wierności przymierzu z Bogiem.

Miała na to wpływ działalność Sofoniasza, a w szczególny sposób stało się to dzięki odnalezieniu w świątyni jerozolimskiej księgi Prawa, którą publicznie odczytano i publicznie postanowiono stosować się do nakazów Pana. Odnalezienie księgi Prawa, ponowne zawarcie przymierza z Bogiem, świętowanie Paschy pośród dymiących zgliszcz pogańskich świątyń – to były wielkie wydarzenia, święto radości. Rzeczywiście stało się to, co przepowiedział Sofoniasz pod koniec swego proroctwa: „Pan oddalił wyroki od ciebie, usunął twego nieprzyjaciela”. Jednocześnie reforma religijna przywróciła Bogu właściwie miejsce w życiu narodu i Jerozolimy: „król Izraela, Pan, jest pośród ciebie, już nie będziesz bała się złego”. I to właśnie był powód wezwania mieszkańców świętego miasta do wielkiej radości. Izrael stał się ponownie teokracją.

2. Św. Jan Chrzciciel – ostatni prorok Starego Testamentu – już nie przygotowywał kolejnej reformy religijnej opartej na księdze Prawa Pańskiego. Jan jakby zwijał zwój Starego Testamentu, by rozwinąć Nowy, pisany już przez samego Boga, który zstąpił w dzieje narodu wybranego i świata: „Idzie mocniejszy ode mnie…”. Już nie prorok przyczyni się do odnowy życia Izraela, ale uczyni to sam Bóg przez swojego Syna. Zanim to się jednak dokona, trzeba przygotować Panu drogę, którą przyjdzie do ludzkich serc. Dlatego Jan udziela napomnień, wzywa do nawrócenia, daje konkretne wskazówki. Staje wobec palącego pytania ludzi: „Cóż mamy czynić?”, na które odpowiada wezwaniem do miłosierdzia, uczciwości, szlachetności.

Podobnie i dzisiaj – przeżywając Adwent, powinniśmy przygotować nasze serca na przyjście Pana, który jednocześnie jest i stale nadchodzi. Św. Paweł mówi o łagodności serca, porzuceniu zbytnich trosk, wzywa do modlitwy – błagania i dziękczynienia, aby gościł w nas pokój, bo „Pan jest blisko!”.

Te wezwania są uniwersalne, dotyczą wszystkich, ale – według wskazań płynących z dzisiejszej Ewangelii – każda grupa społeczna, zawodowa ma do podjęcia określone zadanie, by przygotować drogę Panu.

Cóż więc mają czynić nauczyciele akademiccy w adwentowym oczekiwaniu na Boga? Pozostawmy niejako na boku uczelniane aktualia, jak choćby konieczność wdrażania reformy szkolnictwa wyższego, zwanej konstytucją dla nauki, a zajmijmy się inną konstytucją, konstytucją Królestwa Bożego, która wymaga naszego zaangażowania i powrotu do pytania: Cóż więc mają czynić nauczyciele akademiccy w adwentowym oczekiwaniu na Boga, które przekracza ramy obecnego czasu i obejmuje całe życie?

Trzeba słuchać Jezusa, a Jego wskazania są proste: czyń dobro tam, gdzie jesteś; nie licz tylko na własne siły – pozwól się ochrzcić Duchem Świętym; przyjmij Jego pomoc i Jego ogień! Jego dary i charyzmaty! Tym bardziej, że ma On „wiejadło” w ręku, to znaczy prymitywne narzędzie do oddzielania plew od ziarna: „Pszenicę zbierze do spichrza, a plewy spali w ogniu nieugaszonym”.

3. Na wyboistej drodze życia, w pielgrzymowaniu do wiecznego „spichrza” warto słuchać pouczeń współczesnych proroków. Benedykt XVI mówił twardo, że „istnieje patologia rozumu całkowicie oderwanego od Boga. Płynie owa choroba z oderwania od Boga i na oderwaniu od Boga polega. Chory rozum, odcięty od źródła zdrowia, postrzega zdolność do przyjmowania prawdy jako fundamentalizm, a za w pełni rozumne uznaje jedynie to, co da się zweryfikować na drodze doświadczalnej. Taka choroba rozumu skutkuje materialistycznym podejściem do świata rzeczy, alergią na prawdę, subiektywizacją etyki, a najbardziej ponurym efektem zawężenia rozumu jest likwidacja człowieka. «Nieudane» (nieużyteczne) egzemplarze nadają się do likwidacji (aborcja, eutanazja, wojna), aby w końcu można było osiągnąć kształt człowieka doskonałego w drodze planowania i produkcji”. Czyż nie żyjemy właśnie w takich czasach? W czasach uśpionego, zawężanego myślenia i rozumowania? I nieetycznych eksperymentów – jak te ostatnie w Chinach, związane z modyfikacją genów.

Wtedy, gdy myślenie, rozumowanie otwierają się na Boga, kiedy przyjmuje się Go jako Prawdę przez odwagę i pokorę patrzenia, przez cierpliwość i zgodę na głębię rzeczy większą niż pozwala doświadczyć poznanie zredukowane do zwykłej empirii, następuje proces odwrotny. Rozum poszerza się dzięki wierze, która nigdy nie była i nie jest przeciwna rozumowi, ale razem z nim pomaga człowiekowi dosięgnąć Prawdy. Fides et ratio! „Wiara i rozum są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy”. „Harmonia wiary i rozumu oznacza przede wszystkim, że Bóg nie jest daleki od naszego rozumu i naszego życia. Jest bliski każdej ludzkiej istocie, jest bliski naszemu sercu i jest bliski naszemu rozumowi, jeśli rzeczywiście wyruszymy w drogę”.

4. Wyruszyć w drogę w świecie badań, kształcenia i wychowania oznacza właśnie to – zgodzić się na współdziałanie z Prawdą, która nas wyzwala z ciasnego spojrzenia na rzeczywistość, otwiera przed nami niezmierzone horyzonty nakreślone już przez wielkie tradycje filozoficzne i religijne. Coś takiego udało się dokonać Ojcom Kościoła, którzy doświadczenie filozofii greckiej sprzęgli z objawieniem Boga, oddając nam racjonalny obraz świata, człowieka i wskazując na źródło tej racjonalności – Boga, który sam pozwala się dotknąć, ponieważ przyszedł jako Logos, Sens, który stał się Ciałem w Jezusie Chrystusie.

„Cóż mamy czynić”? – pytali św. Jana ludzie nad Jordanem. Pytamy i my w epoce, która powtarza te same błędy, co za czasów Sofoniasza, św. Jana czy św. Pawła… Należy wrócić do Boga, który przychodzi, jest mocniejszy od wszelkich bożków i ideologii i ma moc przywrócić nam pokój serca, dać radość, obdarzyć zbawieniem.

Ks. Jan Twardowski pisał w kontekście dzisiejszej Ewangelii, że „niektórzy czasem męczą się, bo chcą dokonywać wielkich czynów, ale im się to nie udaje. Chcą malować piękne obrazy i nie potrafią. Męczą się, by być świętymi, i też nie potrafią. Od pytania «Co mam czynić?» ważniejsze jest inne: «Dlaczego czynię to, co robię?»”. Podkreślał, że nie jest ważne, co czynimy: czy hodujemy róże, czy zamiatamy, czy pracujemy pod ziemią, czy mamy wykłady na wyższych uczelniach... Ważny, a nawet decydujący jest motyw. Czy robimy to z miłości do człowieka, do Boga, z powołania, z poczucia misji właśnie czy z miłości do siebie? „Św. Katarzyna miała kiedyś objawienie. Bóg jej powiedział: «Wcale nie oczekuję od ciebie wielkich dzieł. Wielkie dzieła czynię sam. Po co tak się męczysz, jeśli coś ci się nie udaje? Czekam tylko na twoje serce»”.

Za chwilę w liturgii zostanie ponowiony gest ofiarowania chleba i wina, aby mocą Ducha Świętego te dary zostały przeminione w Ciało i Krew Chrystusa. Każdy z nas może dziś ponowić dar swego serca, otworzyć je na przemieniającą i jednoczącą moc Ducha Świętego i na Przychodzącego, który w Eucharystii jest z nami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata.

Modlę się z wami i życzę wam serca otwartego na Boga, który przez was będzie czynił wielkie rzeczy. Niech je napełnia On sam: Jego pokój, nadzieja i radość. Pan blisko jest, dlatego gaudete, radujcie się!

Nauczanie ks. Arcybiskupa, NAUCZANIE, Homilie