Upamiętnienie ofiar Tragedii Górnośląskiej w Doniecku

Archidiecezja Katowicka

2013-10-15

W dniach 27-30 września br. metropolita katowicki abp Wiktor Skworc będzie przebywał na Ukrainie, gdzie upamiętni ok. 50 tys. ofiar tzw. Tragedii Górnośląskiej. Uroczystość odsłonięcia i poświęcenia pomnika i tablic odbędzie się 29 września br. (niedziela) o godz. 13.00 w Doniecku. Jedna z tablic, umiejscowiona wewnątrz kościoła p.w. św. Józefa, będzie odpowiadać analogicznej w swej treści tablicy odsłoniętej w styczniu br. w katowickiej archikatedrze.

 

Jak przypomina Katolicka Agencja Informacyjna, choć wywózki z początku 1945 r. były straszliwym dramatem dla Górnoślązaków, mieszkańcy innych części Polski właściwie nic o nich nie wiedzą. Upamiętnienie ofiar tragedii górnośląskiej w Doniecku ma tę lukę w polskiej pamięci choć częściowo zapełnić.

 

Metropolita katowicki w ostatni weekend września wybiera się na wschodnią Ukrainę, żeby poświęcić dwie tablice pamięci tamtych wywózek. Wraz z nim leci tam też delegacja władz samorządowych województwa śląskiego.

 

 

Abp Skworc ma też w Doniecku poświęcić teren pod budowę kaplicy. Ma ona zostać wzniesiona w miejscu, w którym kiedyś stał jeden z obozów z przetrzymywanymi Ślązakami. Arcybiskup przekaże parafii św. Józefa w Doniecku Dzwon Pamięci, odlany w Taciszowie pod Gliwicami.

 

Na stronie Instytutu Duszpasterstwa Emigracyjnego im. kard. Augusta Hlonda w Poznaniu czytamy: „To wydarzenie ma bardzo ważne znaczenie również z punktu widzenia łączących oba miasta - Donieck i Katowice - relacji partnerskich. Inicjatywa upamiętnienia ofiar przymusowej pracy w Donbasie jest nie tylko elementem kształtowania pamięci historycznej i narodowej, ale próbą otwarcia nieznanej na tych terenach historii okresu powojennego, a także rozwijania dialogu opartego na współpracy, zrozumieniu i wzajemnym szacunku. W planowanej uroczystości swój udział zapowiedział sekretarz Rady ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa dr hab. Andrzej Kunert, Ambasador RP w Kijowie Henryk Litwin. przedstawiciele władz miasta Doniecka i obwodu donieckiego, przedstawiciele duchowieństwa katolickiego i prawosławnego”

 

Chodzi o upamiętnienie wydarzeń, które swój początek miały po wkroczeniu na Górny Śląsk Armii Czerwonej w pierwszych miesiącach 1945 r. Sowieci bardzo szybko dokonali tam masowych internowań i aresztowań mieszkańców, przede wszystkim mężczyzn. Zdarzało się, że otaczali kopalnię i pod groźbą karabinów internowali całą załogę zmianową, jak to miało miejsce w kopalni „Prezydent” w Chorzowie i „Bobrek” w Bytomiu. Żony porwanych z pracy górników nieraz nie miały pojęcia, gdzie Sowieci wywieźli ich mężów. Podobnie było z tymi, którzy na żądanie Sowietów mieli stawić się do „pracy przy sprzątaniu miasta”, biorąc ze sobą prowiant na trzy dni. Te trzy dni zamieniały się zwykle w kilka lat w górniczym zagłębiu Donbas na wschodniej Ukrainie (jego stolicą jest Donieck). Wielu pojechało w bydlęcych wagonach jeszcze dalej, aż w okolice Karagandy w Kazachstanie, gdzie też musieli pracować w kopalniach.

 

– Szacuję, że wywieziono co najmniej 50 tysięcy Ślązaków. Przeżyło mniej, niż połowa z nich – mówi dr Dariusz Węgrzyn z katowickiego IPN. Abp Skworc wraz z przewodniczącym sejmiku województwa śląskiego Andrzejem Gościniakiem odwiedzili katowicki oddział Instytutu, żeby przed wizytą w Doniecku zapoznać się z najnowszym stanem badań na temat tragedii górnośląskiej.

 

Sowieci z zasady traktowali wszystkich Ślązaków jako Niemców, nie bawiąc się w rozróżnianie ich narodowości. Do niewolniczej pracy na Wschodzie trafiali więc nawet śląscy żołnierze i oficerowie Armii Krajowej. – Z powiatów bytomskiego, zabrzańskiego i gliwickiego wywieziono w zasadzie wszystkich zdolnych do pracy mężczyzn – mówi Ewa Koj, naczelnik pionu prokuratorskiego IPN w Katowicach. Te trzy powiaty należały przed wojną do Niemiec. W nieco mniejszym stopniu wywózki dotknęły też Ślązaków z polskiej strony przedwojennej granicy, m.in. powiatów rybnickiego i bielskiego.

 

Wśród wywiezionych na Wschód był też Konrad Skworc rodem z Bielszowic (dzisiejsza dzielnica Rudy Śląskiej), stryj arcybiskupa. Do bliskich Konrada dotarł tylko jeden list, wysłany przez niego z obozu. Potem słuch o wywiezionym zaginął. Wkrótce zmarła też jego żona, a ich dwoje dzieci trafiło do sierocińca. To był bardzo typowy śląski los: walka o przetrwanie wdów lub całkiem osieroconych dzieci, głód i w końcu domy dziecka przewijają się we wspomnieniach wielu Ślązaków, których ojcowie zostali wywiezieni na Wschód.

Archidiecezjalny Serwis Informacyjny