Młodzi z całej archidiecezji spotkali się w katedrze, by wspólnie obchodzić Święto Bierzmowanych i przypomnieć sobie życie św. Stanisława Kostki, patrona polskiej młodzieży.

Uczestnicy spotkania rozpoczęli od przypomnienia sobie, kim był św. Stanisław i jak mocno walczył o swoje powołanie z przeciwną jego pomysłowi rodziną. – To pokazuje, że nie powinniśmy się bać wyzwań. Jak nas coś kosztuje i musimy w to włożyć wysiłek, to bardzo dobrze – przekonywał ks. Robert Kaczmarek, jeden z animatorów Święta.

Był także czas na wyruszenie na „pielgrzymkę” – młodzi stawali u źródła swej wiary, czyli przy chrzcielnicy. Swoim świadectwem podzielił się Damian z Gierałtowic. – 6 lipca zdarzył mi się wypadek i gdyby nie modlitwa i Duch Święty mogłoby mnie tu nie być. Wszedłem na słup trakcyjny, nie wiem po co w zasadzie, i poraził mnie prąd. Kiedy to się stało dwaj moi koledzy zaczęli mnie reanimować. Jeden prowadził resuscytację, drugi pobiegł po pomoc. Moje serce się zatrzymało. Przyjechało pogotowie i policja. To jest po prostu cud, że ja tutaj jestem. Pojechałem do szpitala. Mama, kiedy się dowiedziała o wszystkim, obdzwoniła wszystkich księży z prośbą o modlitwę. Modliło się za mnie kilka parafii. Dzięki temu w ciągu dwóch tygodni wyszedłem z tego wypadku prawie bez szwanku. Poraził mnie prąd 4 tys. woltów i ani serce nie ucierpiało, ani nerki. Trochę tylko wątroba jest uszkodzona, ale to się zregeneruje. Po tym wypadku nic się nie stało też z moją głową, a mogło się tam coś zmienić. Dzięki temu doświadczeniu chciałem wam powiedzieć, że cuda się zdarzają. O nie po prostu trzeba się starać, bo nie wiadomo, kiedy przyjdą. Dzięki temu się mocniej się nawróciłem, zacząłem chodzić na oazę – świadectwo zebrani w katedrze nagrodzili brawami.

Centralnym punktem świętowania była Eucharystia sprawowana pod przewodnictwem bp Grzegorza Olszowskiego, biskupa pomocniczego archidiecezji katowickiej oraz z udziałem bp. Adama Wodarczyka i bp Marka Szkudły. – Dzisiaj przyglądamy się dwóm świętym. Św. Stanisław Kostka zmarł w młodym wieku. Nie przeszkodziło mu to, by osiągnąć świętość. Bo świętość, mądrość miarą lat się nie mierzy. I dzisiejszy patron św. Mateusz Apostoł. Siedział w komorze celnej, przyszedł Pan Jezus i powiedział: „Pójdź za mną”. Nie wiemy, ile miał lat, ale miał jedną cechę – był młody duchem. Bo jak pisze papież Franciszek w adhortacji „Christus vivit”: „Młodość nie mierzy się okresem życia, ale stanem ducha”. Można mieć niewiele lat, a być starym duchem. Wiecznie zrzędzić i narzekać. Można mieć i 80 lat i być młodym duchem. Święty Mateusz Apostoł był młody duchem, bo od razu pobiegł za wezwaniem Pana Jezusa. Człowiek stary duchowo mówi zawsze tak: „nigdy tak nie było”, „zawsze tak było”, „ to, co jest, jest dobre, niech zostanie” – mówił bp Grzegorz Olszowski.

Zwracając się do młodych, przypomniał, że to Jezus jest najlepszym lekarzem serc poranionych grzechem. Należy się jednak otworzyć na łaskę Ducha Świętego, by doświadczyć tego uzdrawiającego uczucia. – Pan Jezus przez swojego Ducha chce być obecny w każdej chwili naszego życia. To nie ma być tak, że teraz się modlę i otwieram na działanie Ducha Świętego, a za chwilę idę do swoich czynność i zapominam. Pan Jezus chce być w naszej codzienności, by nas umacniać i jednoczyć – mówił bp Olszowski. Podkreślił jednocześnie, że zjednoczenie w Kościele nie ma na celu dążenia do jednakowości. Za papieżem Franciszkiem powtórzył słowa, że każdy powinien być „oryginałem”, jakim się urodził i nie powinien dążyć do bycia czyjąś „kserokopią”. – Kościół chce być młody waszą młodością. Bądźcie w Kościele – prosił zebranych.

Po Mszy św. młodzi udali się na Wydział Teologiczny UŚ, gdzie kontynuowali świętowanie. Każdy mógł wziąć udział w zabawach sprawnościowych i innych przygotowanych atrakcjach.

Marta Sudnik-Paluch/Gość Katowicki